Poród - MARZENIE!
Dziś wieczorem Wojtek skończy 6 tygodni a ja wg definicji połogu najczęściej podawanej właśnie ten okres poporodowej opieki i dochodzenia do siebie zakończę. W ten oto sposób mobilizuje się, bo już wymówek nie mam, w końcu napisać Ci jak CUDOWNY poród miałam :-))) W czwartek 15.12 (3 dni po terminie) byłam na KTGw południe i czułam jakieś skurcze, tak jak różne inne przepowiadające pojawiające się przez ostatnie 2 miesiące ciąży. Doktor po interpretacji wyniku powiedział, że skurczy nie ma. Pomyślałam sobie, że w takim razie jak ich nawet w badaniu nie widac, to czas mojej drogi do porodu się nie skurcza.... (ostatnie USG z 12.12 wskazywało na niedojrzałość płodu i niegotowość szyjki do porodu). Skurcze tego dnia się pojawiały, aż w końcu zwróciłam na to bardziej uwagę kiedy podczas świątecznych zakupów koleżance powiedziałam, że choc czuję je "cały czas", to pewnie jeszcze siądę na Wigilię z brzuchem do stołu. "Cały czas" - zabrzmiało mi w uszach i zaczęłam patrzeć na zegarek. Są, co 5 mn. Ale da się z nimi żyć, a że właśnie jechałam jeszcze na swoje osiedle poprowadzić lekcję z francuskiego jeszcze zajechałam do uczennicy i ze skurczami co 5 min (pracując oddechem), na spokojnie, konwersację poprowadziłam. Wyszłam i zadzwoniłam do położnej, mówiąc, że są, ale mnie na podłogę nie pokładają. Zdążyłam jeszcze dojechać do domu, nalać wodę do wanny, spakować córkę, teściowie przybyli i - mąż zrobił przekąskę i kanapki do szpitala, włączył muzykę, przyniósł mi do wanny kieliszek wina gdzie siedziałam sobie z olejkiem aromatyzującym. Czasu jednak było mało, bo po 15 min, musiałam już dać meldunek położnej. Wtedy też podczas telefony, już w salonie, mnie w końcu skurcz rozłożył. Spokojnie ruszyliśmy. Droga, dla mnie spokojna, jedynie w skurczach się skupiałam na wizualizacji i oddechu, potem izba przyjęć i 5-6cm rozwarcia! W sali (gdzie mąż przytłumił światło) nie zgodziłam się podpiąć pod KTG i pod prysznicem, z masującym mi plecy mężem dotrwałam, BEZ ŻADNEGO KRYZYSU, do pełnego rozwarcia. II okres porodu - 9 mn. Trochę "pośpiewałam" i o 21-15 miałam pierwszy kontakt z Wojtkiem. Poród - MARZENIE! Sciskam, dziękuję i program polecam. Ania Łagodne narodziny SzymonkaPoród bez bólu?Bez stresu? Czy jest to w ogóle możliwe? Takie pytania zadawałam sobie,gdy po raz pierwszy usłyszałam o metodzie łagodnego porodu.Przecież już urodziłam jedno dziecko i wiem "czym to pachnie",morderczy maraton bólu,potu i łez. Pomyślałam a co tam,skoro środki farmakologiczne za pierwszym razem zawiodły może spróbuję czegoś nowego. Hipnozę zamówiłam będąc w połowie drugiej ciąży.Słuchałam prawie codziennie a na efekty nie musiałam długo czekać.Lęk przed kolejnym porodem stawał się coraz mniejszy a ja stawałam się coraz bardziej pewna siebie. Z przyjemnością słuchałam afirmacji,które pogłębiały we mnie ten stan a samego porodu nie mogłam się wręcz doczekać. Gdy nad ranem 6 maja poczułam pierwsze skurcze podekscytowana wstałam,wzięłam gorący prysznic i włączyłam płyty.Chciałam jak najdłużej przeżywać te magiczne chwile w domu. Cieszyłam się,że już niedługo zobaczę mojego kochanego synka,którego nosiłam pod sercem 9 miesięcy.Kiedy skurcze stały się na tyle mocne,tak mocne ale nie bolesne! obudziłam resztę domowników,zrobiłam córce śniadanie,kawę ukochanemu i pojechaliśmy do szpitala. W drodze myślałam,że fajnie by było jakbym miała chociaż ze 4 cm rozwarcia.Jakież było moje zdziwienie,gdy na miejscu okazało się,że rozwarcie jest na 8 cm. A jakie było zdziwienie położnej gdy każdy skurcz kwitowałam uśmiechem na ustach.Śmiała się,że super daje radę i w sumie ma niewiele roboty przy mnie. W tle leciała muzyka z łagodnego porodu,ukochany trzymał mnie za rękę,a ja ze spokojem i opanowaniem urodziłam naszego synka o 09 21,dokładnie godzinę i dwadzieścia minut od przybycia do szpitala. Poród bez bólu?Bez stresu? Czy jest to w ogóle możliwe? Tak!Tak!Tak! Teraz wiem,że dzięki hipnozie jest to zdecydowanie możliwe. Dagmara Sara Sosnowska PoródPo płyty „Łagodny Poród” sięgnęłam ok. 38 tygodnia ciąży i zrobiłam to głównie z ciekawości, ale i z cichą nadzieją, że pomogą mi pozbyć się strachu przed drugim porodem. I chociaż jestem sceptyczką, jeśli chodzi o różne formy medytacji, hipnozy, relaksacji, to okazało się, że nawet na kogoś takiego jak ja, te płyty wywarły ogromny wpływ. Mimo, że zdążyłam przesłuchać je zaledwie kilka razy i nie udało mi się zapoznać z wszystkimi nagraniami, to jestem pewna, że mój poród był tak niezwykłym przeżyciem także dzięki programowi „Łagodny Poród”. Aleksandra Zumowska-Pawłowicz Historia porodu AmelkiZastanawiałam się czy opisywać tu mój poród - w końcu to najbardziej osobiste przeżycie w życiu każdej kobiety. Chciałabym jednak choć w jakiś sposób uwiecznić tę [META]fizyczną chwilę, póki jest jeszcze świeża. A także pokazać dobry obraz przede wszystkim oczekującym na poród mamusiom. I chyba mogę nazwać się szczęściarą - moje wydanie na świat Amelki przebiegło lepiej niż tego się spodziewałam (co oczywiście nie oznacza, że bezboleśnie). Płyt Łagodny Poród słuchałam codziennie od 30tygodnia bodajże - bardzo mnie relaksowały i pozytywnie nastrajały. Dzięki nim moje nastawienie do porodu zmieniło się totalnie. W czasie porodu nie czułam potrzeby ich słuchania, ale miałam w głowie afirmacje i one też mi pomagały. Agnieszka Narodziny Marianki - pierwszego Hypnobaby w Polsce ;)To była moja pierwsza, w dodatku niełatwa ciąża i decyzja o porodzie domowym nie była oczywista, poprzedzona godzinami szperania w internecie i czytania na forach o różnorakich problemach z dostaniem się do szpitala, szpitalnych warunkach, procedurach i wpadkach etc. Obydwoje słuchaliśmy nagrań Łagodny Poród już kilka tygodni przez co staliśmy się bardziej pewni siebie i łatwiej było nam podjąć decyzję że urodzimy w domu . Zarówno w tygodniu poprzedzającym, jak i w dniu porodu obydwoje byliśmy niecierpliwi, ale całkowicie spokojni. Do tego stopnia, że gdy dzwoniłam do położnej tuż przed rozpoczęciem się aktywnej fazy porodu, była przekonana, że to fałszywy alarm. Silniejsze skurcze zaczęły się około godziny 18:00. Od rana czułam łagodniejsze skurcze, stopniowo nabierające intensywności, coraz bardziej regularne. Spędziliśmy przedpołudnie jak każde inne, po czym zalegliśmy na łóżku oglądając filmy na DVD. Koło 16:00 ucięłam sobie półtoragodzinną drzemkę. Gdy się obudziłam, skurcze były już dość regularne, nadal nie bardzo bolesne. Włączyłam plik z CD Łagodny Poród i od tej pory aż do końca porodu towarzyszył nam głos Agaty. Na zmianę krążyłam po mieszkaniu, rozgrzewałam się pod prysznicem i odpoczywałam w łóżku, w normalnej pościeli – pierwotny pomysł wyłożenia podłogi i łózka folia malarską wydał nam się nagle niedorzeczny. Czas mijał bardzo szybko. Zauważyłam, że nagranie Agaty pomaga mi skupić się na rytmie skurczy i wyczuwać momenty nadchodzenia kolejnej fali. Około 23:00 byłam już dość zmęczona – położyłam się odpocząć z termoforem, pod kocem, słuchając nadal nagrania ŁP – był to koniec pierwszej fazy porodu, a mnie udało się uciąć ponad pół godzinną drzemkę! Położne śmiały się ze mnie, gdy pytałam, o co chodzi, gdzie się podział słynny kryzys 7. centymetra? Niepostrzeżenie rozwarcie osiągnęło 9, a o 24:00 10 cm. Położna zasugerowała, żebym spróbowała spędzić chwilę sama w łazience – po powrocie, poczułam, że to już czas przymierzyć się do stołka porodowego. Razem z położnymi – niezwykle zaangażowane, profesjonalne specjalistki z warszawskiego Domu Narodzin - i partnerem spokojnie kombinowaliśmy nad rożnymi pozycjami, które wydawały się najwygodniejsze i najskuteczniejsze. Po godzinie, wylądowałam w kucki przy łóżku, czując że główka dziecka powoli wysuwa się na zewnątrz. Kilka minut później mała była już w moich ramionach. Nie obyło się bez drobnego nacięcia, na moją prośbę, ale cała wcześniejsza akcja przebiegała bez znieczulenia - nawet mi do głowy nie przyszło, żeby prosić położne o zastrzyk. Nie myślałam, że poród może odbyć się tak spokojnie i bezstresowo. Nasze koty, które zwykle unikają gości i wszelkiego zamieszania, w końcowej fazie porodu spokojnie zeszły na dół i domagały się nocnej porcji jedzenia ;) Przez cały czas czułam się całkowicie bezpiecznie i spokojnie, czas płynął szybko, kolejne fazy nadchodziły dużo wcześniej niż się spodziewałam. Nie wyobrażam sobie dzisiaj, że mogłabym rodzić w inny sposób, bez „treningu” Łagodny Poród. Moja córka jest wspaniałym i spokojnym dzieckiem, a my mamy za sobą jedno z najbardziej doniosłych przeżyć naszego życia. Katarzyna Poród Iggiego - historia OliZacznę od tego, że wydawało mi się iż mój pierwszy poród był super dopracowany w każdym szczególe. Zajęło mi ponad rok czasu, kilka pochłoniętych książek, setki godzin spędzonych w internecie żeby zweryfikować ten pogląd. Wtedy już wiedziałam to, że znieczulenia ZZO nie powinno się podawać przy 9 cm rozwarcia – jak było w moim przypadku. Reszta poleciała jak domino – paraliż nóg, zatrzymanie akcji porodowej, zanikanie tętna u Tymka, KTG wewnętrzne, przykucie do łóżka, niemożność wypchnięcia Tymka (nie czułam skurczów), nacięcie i na koniec próżnociąg... Do następnego porodu zaczęłam przygotowywać się dużo wcześniej i szukając alternatywy dla szpitala i wszystkiego co się z tym wiąże. Moja „świadomość” rosła proporcjonalnie do wielkości brzucha :). Tym razem postanowiłam odrzucić wszelkie farmakologiczne znieczulenia i poczuć jak to jest na prawdę wydać na świat nowe życie. Agata jest naszym przyjacielem domu od lat. O metodzie Hipnoporodu słyszałam od niej, gdy sama przygotowywała się do porodu. Na własne oczy mogłam zobaczyć z jakim spokojem i uśmiechem znosiła skurcze w czasie bożonarodzeniowego śniadania – w niczym to nie przypominało moich krzyków na izbie przyjęć rok wcześniej! Wiedziałam, że ta metoda to TO czego szukałam. Nie uczestniczyłam w warsztatach, jednak od bardzo wczesnej ciąży codzienne słuchałam płyt – czasem w ciągu dnia dla relaksu, częściej przed snem. Nigdy nie dosłuchałam do końca, zawsze po wprowadzeniu byłam tak odprężona, że przysypiałam :) . Pomimo tego, z dnia na dzień czułam większą silę we własne, kobiece możliwości. Moja wiara w nas mogłaby przenosić góry – doslownie! Bardzo nam to pomogło podjąć decyzję o porodzie w naszym domu, tylko ja i mój mąż. Dzięki Agatko! Ola Mój poród (Gosia)W oczekiwaniu na poród starałam się jak najbardziej pozytywnie nastawić do tego wydarzenia i chciałam być jak najlepiej poinformowana na temat porodu, procedur wykonywanych w szpitalu oraz rożnych sposobów rodzenia. Z czasem przekonałam się ze bardzo zależy mi na tym aby mieć poród naturalny, najlepiej domowy, bez żadnych ingerencji medycznych. Wierzyłam ze moje ciało jest zdolne urodzić dziecko, wierzyłam w swoje możliwości i sile - w końcu jako kobiety zostałyśmy do tego stworzone. Gosia z Dublina |