Łagodny poród
Łagodny poród

 

Poród - MARZENIE!

Dziś wieczorem Wojtek skończy 6 tygodni a ja wg definicji połogu

najczęściej podawanej właśnie ten okres poporodowej opieki i

dochodzenia do siebie zakończę. W ten oto sposób mobilizuje się, bo

już wymówek nie mam, w końcu napisać Ci jak CUDOWNY poród miałam :-)))


W czwartek 15.12  (3 dni po terminie) byłam na KTGw południe i czułam

jakieś skurcze, tak jak różne inne przepowiadające pojawiające się

przez ostatnie 2 miesiące ciąży. Doktor po interpretacji wyniku

powiedział, że skurczy nie ma. Pomyślałam sobie, że w takim razie jak

ich nawet w badaniu nie widac, to czas mojej drogi do porodu się nie

skurcza.... (ostatnie USG z 12.12 wskazywało na niedojrzałość płodu i

niegotowość szyjki do porodu).

Skurcze tego dnia się pojawiały, aż w końcu zwróciłam na to bardziej

uwagę kiedy podczas świątecznych zakupów koleżance powiedziałam, że

choc czuję je "cały czas", to pewnie jeszcze siądę na Wigilię z

brzuchem do stołu.

"Cały czas"  - zabrzmiało mi w uszach i zaczęłam patrzeć na zegarek.

Są, co 5 mn. Ale da się z nimi żyć, a że właśnie jechałam jeszcze na

swoje osiedle poprowadzić lekcję z francuskiego jeszcze zajechałam do

uczennicy i ze skurczami co 5 min (pracując oddechem), na spokojnie,

konwersację poprowadziłam. Wyszłam i zadzwoniłam do położnej, mówiąc,

że są, ale mnie na podłogę nie pokładają. Zdążyłam jeszcze dojechać do

domu, nalać wodę do wanny, spakować córkę, teściowie przybyli i

- mąż zrobił przekąskę i kanapki do szpitala, włączył muzykę,

przyniósł mi do wanny kieliszek wina gdzie siedziałam sobie z olejkiem

aromatyzującym. Czasu jednak było mało, bo po 15 min, musiałam już dać

meldunek położnej. Wtedy też podczas telefony, już w salonie, mnie w

końcu skurcz rozłożył.

Spokojnie ruszyliśmy. Droga, dla mnie spokojna, jedynie w skurczach

się skupiałam na wizualizacji i oddechu, potem izba przyjęć i 5-6cm

rozwarcia!

W sali (gdzie mąż przytłumił światło) nie zgodziłam się podpiąć

pod KTG i pod prysznicem, z masującym mi plecy mężem dotrwałam, BEZ

ŻADNEGO KRYZYSU, do pełnego rozwarcia.

II okres porodu - 9 mn. Trochę "pośpiewałam" i o 21-15 miałam

pierwszy kontakt z Wojtkiem.

Poród - MARZENIE!

Sciskam, dziękuję i program polecam.

Ania

Łagodne narodziny Szymonka

Poród bez bólu?Bez stresu? Czy jest to w ogóle możliwe? Takie pytania zadawałam sobie,gdy po raz pierwszy usłyszałam o metodzie łagodnego porodu.Przecież już urodziłam jedno dziecko i wiem "czym to pachnie",morderczy maraton bólu,potu i łez. Pomyślałam a co tam,skoro środki farmakologiczne za pierwszym razem zawiodły może spróbuję czegoś nowego.

Hipnozę zamówiłam będąc w połowie drugiej ciąży.Słuchałam prawie codziennie a na efekty nie musiałam długo czekać.Lęk przed kolejnym porodem stawał się coraz mniejszy a ja stawałam się coraz bardziej pewna siebie. Z przyjemnością słuchałam afirmacji,które pogłębiały we mnie ten stan a samego porodu nie mogłam się wręcz doczekać.

Gdy nad ranem 6 maja poczułam pierwsze skurcze podekscytowana wstałam,wzięłam gorący prysznic i włączyłam płyty.Chciałam jak najdłużej przeżywać te magiczne chwile w domu. Cieszyłam się,że już niedługo zobaczę mojego kochanego synka,którego nosiłam pod sercem 9 miesięcy.Kiedy skurcze stały się na tyle mocne,tak mocne ale nie bolesne! obudziłam resztę domowników,zrobiłam córce śniadanie,kawę ukochanemu i pojechaliśmy do szpitala. W drodze myślałam,że fajnie by było jakbym miała chociaż ze 4 cm rozwarcia.Jakież było moje zdziwienie,gdy na miejscu okazało się,że rozwarcie jest na 8 cm. A jakie było zdziwienie położnej gdy każdy skurcz kwitowałam uśmiechem na ustach.Śmiała się,że super daje radę i w sumie ma niewiele roboty przy mnie.

W tle leciała muzyka z łagodnego porodu,ukochany trzymał mnie za rękę,a ja ze spokojem i opanowaniem urodziłam naszego synka o 09 21,dokładnie godzinę i dwadzieścia minut od przybycia do szpitala.

Poród bez bólu?Bez stresu? Czy jest to w ogóle możliwe? Tak!Tak!Tak! Teraz wiem,że dzięki hipnozie jest to zdecydowanie możliwe.

Dagmara Sara Sosnowska

Poród

Po płyty „Łagodny Poród” sięgnęłam ok. 38 tygodnia ciąży i zrobiłam to głównie z ciekawości, ale  i z cichą nadzieją, że pomogą mi pozbyć się strachu przed drugim porodem. I chociaż jestem sceptyczką, jeśli chodzi o różne formy medytacji, hipnozy, relaksacji, to okazało się, że nawet na kogoś takiego jak ja, te płyty wywarły ogromny wpływ. Mimo, że zdążyłam przesłuchać je zaledwie kilka razy i nie udało mi się zapoznać z wszystkimi nagraniami, to jestem pewna, że mój poród był tak niezwykłym przeżyciem także dzięki programowi „Łagodny Poród”.

Gdy pierwszy raz zaczęłam wsłuchiwać się w nagrania odczułam coś absolutnie niesamowitego. Poczułam ogromne pragnienie, by poród zaczął się jak najszybciej, tak bardzo nie mogłam się go doczekać! Czułam się jak dziecko, które z niecierpliwością czeka na przyjście Świętego Mikołaja, a nie kobieta, która ze strachem czeka na rozwiązanie. Nie tylko przestałam się bać, ja uwierzyłam, że poród będzie piękny. I tak też się stało.

Gdy rozpoczęły się porodowe skurcze pamiętałam o jednym – że zbliżam się do spotkania z moim dzieckiem. I  chociaż odczuwałam ból, nie był on bólem nieprzyjemnym, bo wiedziałam, że ma on wielki, najważniejszy na świecie sens.... Chodziłam, ćwiczyłam, leżałam na trawie obserwując chmury i wsłuchując się w to, co mówi moje ciało. W myślach powtarzałam słowa autohipnozy z programu. Cieszyłam się, że nadchodzi piękna chwila spotkania z moim maleństwem. Nie czułam strachu,  jedynie wielką radość.

Do szpitala pojechałam, gdy skurcze były już bardzo częste i regularne. Tam czekała już na mnie moja położna, a ja pamiętałam, że przede wszystkim muszę jej zaufać. Dlatego też, gdy powiedziała mi, że w ciągu godziny moje dziecko będzie na świecie, wiedziałam, że tak będzie. Że ona i ja zrobimy wszystko, by tak się stało. Uwierzyłam jej też, gdy powiedziała, że nie będzie bolało. Mój poród przebiegł błyskawicznie, w towarzystwie wspaniałej położnej i mojego męża. Był cudownym, niezwykłym przeżyciem. Nie pamiętam bólu – być może wcale go nie było, na pewno nie odczuwałam go w czasie partych skurczy, które odczuwałam dokładnie tak, jak to było powiedziane w programie autohipnozy – jako ruch mojego dziecka  wprost w moje ramiona.

Mój poród był wydarzeniem pięknym, spokojnym, łagodnym. Wiem, że to zasługa mojego pozytywnego nastawienia, które udało mi się osiągnąć między innymi dzięki płytom „Łagodny Poród.

Aleksandra Zumowska-Pawłowicz

Historia porodu Amelki

Zastanawiałam się czy opisywać tu mój poród - w końcu to najbardziej osobiste przeżycie w życiu każdej kobiety. Chciałabym jednak choć w jakiś sposób uwiecznić tę [META]fizyczną chwilę, póki jest jeszcze świeża. A także pokazać dobry obraz przede wszystkim oczekującym na poród mamusiom. I chyba mogę nazwać się szczęściarą - moje wydanie na świat Amelki przebiegło lepiej niż tego się spodziewałam (co oczywiście nie oznacza, że bezboleśnie).

Zaczęło się we wtorek o 23 skurczami co 6 minut. Chwilę wcześniej obejrzeliśmy film (btw, jeden z gorszych jakie kiedykolwiek w życiu widziałam!) i położyliśmy się, ale o spaniu nie było mowy...Skurcze pojawiały się coraz częściej, ale były niesamowite - na moment kulminacyjny wyłączałam się i skupiałam, a w przerwach odzyskiwałam energię, czułam euforię, śmiałam się, rozmawiałam - totalnie dwa skrajne światy. Dopiero końcówka dała mi w kość, wtedy gdy jeden skurcz się kończył, a drugi prawie od razu po nim zaczynał i właściwie czasu nie było na odpoczynek. Ale wszystko to było do przeżycia i zniesienia. Te 10 godzin minęło nie wiadomo kiedy. Mnie zdecydowanie pomogło kilka aspektów.

Zdecydowanie atmosfera. Na przekór traumatycznym historiom, zdecydowaliśmy się na poród domowy - w naszym mieszkaniu razem z dwiema położnymi. A więc były świece, była chill-out-owa muzyka, taniec brzucha, piłka, basen, zmiany pozycji i miejsc. Nie było kręcących się niepotrzebnie ludzi, sprzętów medycznych, szpitalnej atmosfery, żadnych znieczuleń. Bezpiecznie, spokojnie, kameralnie. Tak jak chciałam.

Płyt Łagodny Poród słuchałam codziennie od 30tygodnia bodajże - bardzo mnie relaksowały i pozytywnie nastrajały. Dzięki nim moje nastawienie do porodu zmieniło się totalnie. W czasie porodu nie czułam potrzeby ich słuchania, ale miałam w głowie afirmacje i one też mi pomagały.

Przede wszystkim miałam ogromne wsparcie mojego męża. Dzięki niemu zażegnałam każdy moment zwątpienia, odzyskiwałam siły i pozwalałam swojemu ciału zrobić to, co do niego należało. Ostatnie kilkanaście minut czułam się jak w transie, a moment, gdy poczułam i zobaczyłam naszą córeczkę był (i wciąż jest) NIE DO OPISANIA. Nawet najbardziej twarda osoba wymięka w obliczu takiego cudu - łzy się leją, a wzruszenie odbiera mowę. A później dopada taka adrenalina, która trzyma długo i nie pozwala zasnąć, i miesza się z radością, szczęściem, energią, niedowierzaniem, dumą i myślą, że mogłabym zrobić to znowu...


Jesteśmy zatem w naszym bezpiecznym domu od początku, odpoczywamy w moim wygodnym łóżku, pod całodobową opieką Waldiego oraz codzienną obserwacją i pomocą położnej. Mamy się bardzo dobrze i sprawnie, a teraz spokojnie wracamy do formy. Czy mogło być lepiej? :-)

Agnieszka

Narodziny Marianki - pierwszego Hypnobaby w Polsce ;)

To była moja pierwsza, w dodatku niełatwa ciąża i decyzja o porodzie domowym nie była oczywista, poprzedzona godzinami szperania w internecie i czytania na forach o różnorakich problemach z dostaniem się do szpitala, szpitalnych warunkach, procedurach i wpadkach etc. Obydwoje słuchaliśmy nagrań Łagodny Poród już kilka tygodni przez co staliśmy się bardziej pewni siebie i łatwiej było nam podjąć decyzję że urodzimy w domu . Zarówno w tygodniu poprzedzającym, jak i w dniu porodu obydwoje byliśmy niecierpliwi, ale całkowicie spokojni. Do tego stopnia, że gdy dzwoniłam do położnej tuż przed rozpoczęciem się aktywnej fazy porodu, była przekonana, że to fałszywy alarm. Silniejsze skurcze zaczęły się około godziny 18:00. Od rana czułam łagodniejsze skurcze, stopniowo nabierające intensywności, coraz bardziej regularne. Spędziliśmy przedpołudnie jak każde inne, po czym zalegliśmy na łóżku oglądając filmy na DVD. Koło 16:00 ucięłam sobie półtoragodzinną drzemkę. Gdy się obudziłam, skurcze były już dość regularne, nadal nie bardzo bolesne. Włączyłam plik z CD Łagodny Poród i od tej pory aż do końca porodu towarzyszył nam głos Agaty. Na zmianę krążyłam po mieszkaniu, rozgrzewałam się pod prysznicem i odpoczywałam w łóżku, w normalnej pościeli – pierwotny pomysł wyłożenia podłogi i łózka folia malarską wydał nam się nagle niedorzeczny. Czas mijał bardzo szybko. Zauważyłam, że nagranie Agaty pomaga mi skupić się na rytmie skurczy i wyczuwać momenty nadchodzenia kolejnej fali. Około 23:00 byłam już dość zmęczona – położyłam się odpocząć z termoforem, pod kocem, słuchając nadal nagrania ŁP – był to koniec pierwszej fazy porodu, a mnie udało się uciąć ponad pół godzinną drzemkę!

Położne śmiały się ze mnie, gdy pytałam, o co chodzi, gdzie się podział słynny kryzys 7. centymetra? Niepostrzeżenie rozwarcie osiągnęło 9, a o 24:00 10 cm. Położna zasugerowała, żebym spróbowała spędzić chwilę sama w łazience – po powrocie, poczułam, że to już czas przymierzyć się do stołka porodowego. Razem z położnymi – niezwykle zaangażowane, profesjonalne specjalistki z warszawskiego Domu Narodzin - i partnerem spokojnie kombinowaliśmy nad rożnymi pozycjami, które wydawały się najwygodniejsze i najskuteczniejsze. Po godzinie, wylądowałam w kucki przy łóżku, czując że główka dziecka powoli wysuwa się na zewnątrz. Kilka minut później mała była już w moich ramionach. Nie obyło się bez drobnego nacięcia, na moją prośbę, ale cała wcześniejsza akcja przebiegała bez znieczulenia - nawet mi do głowy nie przyszło, żeby prosić położne o zastrzyk. Nie myślałam, że poród może odbyć się tak spokojnie i bezstresowo. Nasze koty, które zwykle unikają gości i wszelkiego zamieszania, w końcowej fazie porodu spokojnie zeszły na dół i domagały się nocnej porcji jedzenia ;)

Przez cały czas czułam się całkowicie bezpiecznie i spokojnie, czas płynął szybko, kolejne fazy nadchodziły dużo wcześniej niż się spodziewałam. Nie wyobrażam sobie dzisiaj, że mogłabym rodzić w inny sposób, bez „treningu” Łagodny Poród. Moja córka jest wspaniałym i spokojnym dzieckiem, a my mamy za sobą jedno z najbardziej doniosłych przeżyć naszego życia.

Katarzyna

Poród Iggiego - historia Oli

Zacznę od tego, że wydawało mi się iż mój pierwszy poród był super dopracowany w każdym szczególe. Zajęło mi ponad rok czasu, kilka pochłoniętych książek, setki godzin spędzonych w internecie żeby zweryfikować  ten pogląd. Wtedy już wiedziałam to, że znieczulenia ZZO nie powinno się podawać przy 9 cm rozwarcia – jak było w moim przypadku. Reszta poleciała jak domino – paraliż nóg, zatrzymanie akcji porodowej, zanikanie tętna u Tymka, KTG wewnętrzne, przykucie do łóżka, niemożność wypchnięcia Tymka (nie czułam skurczów), nacięcie i na koniec próżnociąg... Do następnego porodu zaczęłam przygotowywać się dużo wcześniej i szukając alternatywy dla szpitala i wszystkiego co się z tym wiąże. Moja „świadomość” rosła proporcjonalnie do wielkości brzucha :). Tym razem postanowiłam odrzucić wszelkie farmakologiczne znieczulenia i poczuć jak to jest na prawdę wydać na świat nowe życie.

Agata jest naszym przyjacielem domu od lat. O metodzie Hipnoporodu słyszałam od niej, gdy sama przygotowywała się do porodu. Na własne oczy mogłam zobaczyć z jakim spokojem i uśmiechem znosiła skurcze w czasie bożonarodzeniowego śniadania – w niczym to nie przypominało moich krzyków na izbie przyjęć rok wcześniej!  Wiedziałam, że ta metoda to TO czego szukałam.

Nie uczestniczyłam w warsztatach, jednak od bardzo wczesnej ciąży codzienne słuchałam płyt – czasem w ciągu dnia dla relaksu, częściej przed snem. Nigdy nie dosłuchałam do końca, zawsze po wprowadzeniu byłam tak odprężona, że przysypiałam :) . Pomimo tego, z dnia na dzień czułam większą silę we własne, kobiece możliwości. Moja wiara w nas mogłaby przenosić góry – doslownie! Bardzo nam to pomogło podjąć decyzję o porodzie w naszym domu, tylko ja i mój mąż.
I znów dobre duchy czuwały nad nami. Dokładnie tydzień przed moim terminem odwiedziła nas Agata. W drodze do domu, dokładnie na skrzyżowaniu odeszły mi wody – tak, jedna z tych rzeczy, których zawsze się obawiamy w ciąży ;). Michał i Agata oczywiście wybuchnęli gromkim śmiechem, nie chcieli mi uwierzyć...Była godzina dokładnie 18:30. Reszta drogi była już trochę mecząca, wciąż pod górę i z niewielkimi już skurczami, no i byłam przemoczona. A w domu trzeba gościa nakarmić, powiesić pranie – moje ostatnie zdjęcie z brzuszkiem właśnie uwiecznia mnie nad suszarka z praniem. I tu powinnam zacząć wychwalać mojego męża, sam przygotował nasza sypialnie na poród, o wszystkim pamiętał, ręczniki, materac, ciepła woda, zimna woda – wszystko co tylko mogłoby być nam potrzebne. Ja poszłam na górę przed 20, jak skurcze były już naprawdę mocne i bardzo częste. W początkowej fazie chciałam być sama, Michał z Agata poszli wykapać naszego 2-letniego Tymka. Miałam cały pokój dla siebie, mnóstwo miejsca na znalezienie najlepszej pozycji do znoszenia skurczy i relaksu pomiędzy nimi. Nie chciałam słuchać wtedy płyt "hipnozowych", jakoś chciałam czuć się zupełnie sama ze sobą, móc wsłuchać się w znaki jakie dawał mi Ignaś schodząc z każdym skurczem niżej i niżej. Michał, gdy wrócił (Agata czytała wtedy bajki  T. na dobranoc :) ) zastał mnie już bez ubrania, na podłodze „na czterech”. Doglądał mnie jak najlepsza doula, dawał wsparcie, umiał wysłuchać moich próśb jak czegoś potrzebowałam. Kilka skurczy partych później przyjął na swoje dłonie malutkiego Ignaśka – była 20:42. Zaalarmowani pierwszym krzykiem Iggiego, do pokoju przyszli Tymek z Agata – to naprawdę COŚ poznać młodszego brata, gdy nawet nie jest na Świecie minuty! Ignaś urodził się zdrowy, silny, dostał 9pkt. Żałuję tylko, że nie mam imion przemiłych Panów z karetki, którzy przewozili nas po porodzie do szpitala – mogłabym im teraz podziękować za wspaniałą podróż!
Poród był dla mnie mistycznym przeżyciem, połączeniem się z pra-kobietami, z instynktem, który mamy w sobie – jeśli tylko zechcemy się w niego wsłuchać i dać się poprowadzić. Miałam pełną kontrolę nad tym, co się ze mną działo, ale to Ignaś nadawał bieg wszystkim wydarzeniom i to on napędzał mnie swoim zejściem do światła. To hipnoza dała mi tę siłę, żeby uwierzyć w siebie, w nasze  możliwości.  Jednak poród nie byłby taki sam bez mojego męża – najlepszej douli, położnika i ginekologa w jednym, no i Agaty, która pokazała nam tę drogę.

Dzięki Agatko!

Ola

Mój poród (Gosia)

W oczekiwaniu na poród starałam się jak najbardziej pozytywnie nastawić do tego wydarzenia i chciałam być jak najlepiej poinformowana na temat porodu, procedur wykonywanych w szpitalu oraz rożnych sposobów rodzenia. Z czasem przekonałam się ze bardzo zależy mi na tym aby mieć poród naturalny, najlepiej domowy, bez żadnych ingerencji medycznych. Wierzyłam ze moje ciało jest zdolne urodzić dziecko, wierzyłam w swoje możliwości i sile - w końcu jako kobiety zostałyśmy do tego stworzone.

Natknęłam się również na metodę GentleBirth (Hypnobirthing) ktora idealnie pasowała do mojego nastawienia do porodu i oferowała naturalny sposób radzenia sobie z bólem, a raczej nastawienia się do porodu w taki sposób ze ból ten będzie zminimalizowany. Uważam ze to na czym metoda jest oparta jest logiczne i ma sens wiec miesiąc przed porodem poszłam na weekendowy warsztat GentleBirth a później codziennie słuchałam CD, przeczytałam książkę i czytałam inne książki o porodach naturalnych które mnie pozytywnie nastawiały do porodu. Porodu się nie obawiałam, czułam się gotowa i zrelaksowana, choć może to brzmieć nieprawdopodobnie, tak właśnie było. Unikałam tez sluchania strasznych historii z porodów od innych dziewczyn żeby utrzymać to pozytywne nastawienie.

Na 10 dni przed ustalonym terminem porodu odeszły mi wody, zupełnie niespodziewanie. Pojechaliśmy wiec z mężem do szpitala, gdzie lekarze sprawdzili tętno i ruchy dziecka i potrzymali mnie przez ranek po czym zgodzili się abym pojechała do domu i zgłosiła się w szpitalu nie później niż następnego ranka jeśli nic nie zacznie się dziać wcześniej. Na szczęście dziać się zaczęło jeszcze tego dnia. Pierwsze skurcze były słabo odczuwalne, bardzo delikatne wiec przez cały dzień robiliśmy to co zawsze - obiad, spacer, oglądanie telewizji. Byliśmy przy tym bardzo podnieceni nadchodzącym porodem. Pod wieczór skurcze były już dużo częstsze i bardziej odczuwalne, także musiałam przystawać i oddychać w czasie skurczu, ale nadal nie były bardzo bolesne. Wieczorem włączyliśmy film na DVD, zapaliliśmy świece a ja siedziałam na dużej dmuchanej piłce i kręciłam biodrami jako ze to przynosiło ulgę. Szczerze mówiąc nic z tego filmu nie pamiętam - skurcze były już bardzo częste i coraz bardziej intensywne, Mark masował mi plecy a ja starałam się oddychać przez skurcze. Liczyliśmy jak często przychodzą i jak długo trwają. Kiedy zaczęły się powtarzać co 4 min stwierdziliśmy ze czas jechać do szpitala. Bałam się tej podroży jako ze do szpitala mamy ok pól godziny a ja nie wyobrażałam sobie jak wysiedzę w samochodzie przez pól godziny bez mojej piłki i masażów pleców.

W szpitalu skurcze były jeszcze częstsze, położna miała bardzo niewiele czasu miedzy skurczami aby sprawdzić moje rozwarcie. Miałam 3 cm i to mnie trochę załamało, miałam nadzieje ze będzie więcej. Skurcze były bardzo intensywne i jak sobie pomyślałam ze przede mna jeszcze 7 cm to przez chwile pomyślałam o znieczuleniu zewnątrzoponowym, ale stwierdziłam ze poczekam i zobaczę co dalej. Klęcząc na podłodze oparłam się o brzeg łózka i ruszałam biodrami tak jak wcześniej w domu a Mark masował mi plecy. Położna nie nalegała abym się położyła ani aby mnie podłączyć do monitora, wiec miałam dużo swobody. Skurcze były coraz częstsze i coraz bardziej intensywne, ale do przeżycia, choć miałam moment słabości kiedy myślałam aby poprosić o coś na ból. Przez cały czas w szpitalu słuchałam GentleBirth CD tak jak robiłam to miesiąc przed porodem i weszłam w taki stan ze ani położna ani mój mąż nie chcieli ingerować i zostawili mnie samej sobie.

Wkrótce poczułam potrzebę parcia i czułam jak główka dziecka przesuwa się powolutku. Nie czułam już wtedy skurczów tylko potrzebę parcia. Musze przyznać ze wspaniale było czuć wszystko i być świadomą tego, co się ze mną dzieje - wiem ze gdybym wzięła znieczulenie nie byłabym w stanie kontrolować tego co się dzieje ze mną i mojego porodu. W sumie Adaś urodził się 2 godz po przybyciu do szpitala a mój poród był dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam - naturalny, bez żadnych ingerencji medycznych, szybki i który dal mi wielka pewność i wiarę w siebie i swoje możliwości. Nie powiem ze był bezbolesny, ale był to ból w zupełności do zniesienia, był pod kontrolą i nie paraliżujący, ani razu w czasie porodu nie poczułam się przerażona, nie bałam się tego co się ze mną dzieje ale przyjęłam to naturalnie jako proces.

Program GentleBirth bardzo przyczynił się do tego, ze miałam taki wspaniały poród który nadal świetnie wspominam. Za każdym razem kiedy słuchałam CD "odpływałam" w bardzo przyjemny relaksujący trans, było to niesamowicie miłe uczucie, zawsze bardzo lubiłam słuchać moich płyt. To mi pomogło wejść w podobny trans w czasie porodu i skupić się na moim zadaniu a nie na tym co się dzieje wokół mnie. Nawet teraz 4 miesiące po porodzie nadal słucham GentleBirth jak chce sie zrelaksować albo nie mogę zasnąć. Co więcej, mój mąż słuchał CD razem ze mną jak byłam w ciąży i pomogło mu to jak był zestresowany. Do kolejnej ciąży napewno podejdę w podobny sposób.

Gosia z Dublina